ZBIÓRKI

"Pomóżcie mi uratować tą bidę.
Błgam, On nie ma nic, ani właściciela, ani imienia, ani szansy na lepsze jutro. Jak i gdzie go dojrzałam? Jak to zwykle bywa, wyjazd na piękną polską wieś, nadzieja na wypoczynek, relaks, odpoczynek psychiczny, i co? i nici z tego!! I jak zwykle musiałam dojrzeć...... Chce pomoc, ale wiadomo chęci to za mało... To sa okolice Iławy i Ostródy ... Wiocha zabita dechami, pies na łańcuchu, buda to nie buda, pudełko po butach byłoby lepsze. Pani w hospicjum umiera na raka, czyli opiekuna brak...
Bieda, aż piszczy, mentalność ludzi taka, ze nie mój problem...
Dokarmia go jedna życzliwa dusza, do której dotarłam, ale kobieta tak
styrana ze nie może pomoc więcej, ma około 100 kóz ... Piersza myśl,
znajdę stolarza zbuduje budę, jedzenie kurierem będę wysyłała... Ale
pani powiedziała ze piesek tam nie może zostać.... że zgłasza go do
schroniska. Wiadomo co znaczy dla takiego psiaka schron.....nie chce juz
nawet pisać."
Taką dramatyczną wiadomość dostaliśmy od Pani Anny Borychowska-Pyszkiewicz.

Pies jak widać ma chore oczy, i coś z noskiem, niezbędna wizyta u weta, niezbędny transport. A przede wszystkim potrzebny człowiek, który by sie nim zaopiekował, jakieś miejsce na ziemii.

Na chwilę obecną udało się załatwić transport do Marek pod Warszawą, do kliniki wet, ktora juz sie nam zgodziła aby przyjąć bidaka na parę dni na szpitalik.
Potrzebujemy wsparcia w pieniazkach, aby pokryc leczenie i utrzymanie psiaka w hoteliku jezeli nie znajdzie sie darmowy DT lub DS.
Fundacja nie podła bo nie posiadamy takich środków ale też nie możemy go tak zostawić! Póki co rzucam hasło, W KUPIE SIŁA bo wierzę że pomożemy razem temu bidakowi.